Kim jesteś i skąd się wziąłeś?
Konrad „Biały” Klepacki. 45 lat. Mieszkam w Gdyni.
Rozpoznawalny po tym, że na spotkaniach fantastycznych ubiera się na biało.
Tu dementi: jak zrobiłem remanent w szafie ostatnio, to białych ubrań mam może 10%. Natomiast faktycznie są osoby, które znam pół życia i które widują mnie tylko na biało. Gdy czasem zdarzy się, że ktoś z fantastów zobaczy mnie „po cywilu” to reaguje – „hej ty, kim jesteś i co zrobiłeś z Białym?” 😉
Do jakich fandomów należysz?
Od zawsze (czytaj od ponad 25 lat) jeżdżę po klasycznych konwentach – zaliczam 4-5 w ciągu roku – Copernicon, Bachanalia, Pyrkon, Nordcon, Kapitularz, Polcon + czasem inne.
Mam taki zwyczaj, że co roku wymyślam sobie nowy temat czy dwa na prelekcje i objeżdżam z nimi kolejne konwenty.
Drugim sporym obszarem fandomowym dla mnie są LARPy postapokaliptyczne. Od kilkunastu lat jestem w postapokaliptyznej grupie o wdzięcznej nazwie Alkochemicy. Jeździmy na imprezy co roku na jakieś wygwizdowo, rozstawiamy obozy w kilkadziesiąt, kilkaset, a bywało, że i ponad tysiąc osób. I larpujemy w świecie po wojnie atomowej.

Prywatnie science fiction, rzadziej fantasy. Trochę trekkie. Czasem cosplay’uję. Długo regularnie RPGowałem (choć chwilowo mam pauzę). Okazjonalne planszówki. I czasem coś napiszę do jakiegoś zina.
Dlaczego akurat to?
Prelekcje: Wybieram tematy okołonaukowe, coś co brzmi seksi, ale też coś, o czym nie wiem zbyt wiele. Zgłaszam takie wystąpienie do programu w bloku naukowym i… potem już nie mam wyboru – muszę się oczytać i przygotować z nowego tematu. Traktuję to jako metodę samorozwoju i od wielu lat świetnie się sprawdza. Czasem tych wystąpień słuchają eksperci – naukowcy z danej branży i zwykle kiwają potakująco głowami, więc wielkich błędów nie robię. A przy okazji odbiór jest dobry i jest grupka osób, która w ciemno przychodzi na moje prelki niezależnie od tematyki. Co cieszy i napędza.
Postapokalipsa – tu ruszają mnie dwie rzeczy:
– Lubię konstruować rzeczy – takie majsterkowanie, czasem przez większe M. A na postapo jest w tym wielkie pole do popisu. Od strojów, przez różne gadżety czy pojazdy, aż po budynki w których mamy obozy. I na kolejne larpy tworzę coś mniej lub bardziej szalonego, zwykle angażując w to przyjaciół, zarażając ich jakąś wizją.
– Odjazd od rzeczywistości. Ten tydzień w pyle i radiacji to jest tak kompletnie inny świat, że człowiek zupełnie zapomina o pracy, pieniądzach, komórce itp. Nie jestem jakimś wybitnym larperem, choć przez lata zdarzyło się sporo głębokiej immersji i ta gra po prostu wciąga. Poza tym fascynuje mnie, że tam, na wastelandzie zupełnie nie liczy się kim jesteś na co dzień – status, pieniądze, pozycja społeczna zupełnie nie przekładają się na grę – ludzie są tam tym co sami sobą reprezentują charyzmą, sprytem, wiedzą, szczęściem, umiejętnościami (jak karta postaci w RPG tylko na żywo). Robiłem w życiu różne rzeczy, ale tam na postapo odjazd od rzeczywistości to coś, czego nie przeżyłem nigdzie indziej.

No i oczywiście ludzie: Przyjaciele z konwentowego fandomu oraz z postapo to dla mnie ingroup, rozszerzona rodzina. Jestem ekstrawertykiem i rozmowy oraz robienie rzeczy z nimi mnie mega napędza. Trudno mi sobie wyobrazić życie bez tej bandy świrów 😊
Jak trafiłeś do aktywnego fandomu?
Pochodzę z niewielkiego Wejherowa i tam jako nastolatek założyłem klub fantastyki żeby mieć z kim RPGować. Zaczęły się wyjazdy na konwenty i od piwa do piwa poznawałem ludzi. Potem kilka lat mieszkałem w Zielonej Górze i tam wsiąkłem w ZKF AdAstra. Mimo, że od 15 lat już nie jestem w Zielonej, to wciąż jestem w tym klubie. Gdy wróciłem do Trójmiasta przez chwilę byłem GKFie łącznie z epizodem w zarządzie. Po drodze jakoś zeszło mi się z postapokalipsą. Teraz, jeśli mam się z kimś identyfikować, to będzie to AdAstra i Alkochemicy.
Jak jeszcze realizujesz swoje zaangażowanie w hobby?
Żona, Ewa „Eff” też jest w fantastyce. Poznałem ją w AdAstrze zresztą.
13 letni syn też się wkręca w temat. Nie ma wyboru skoro go ciągamy po konwentach i razem oglądamy seriale…
Unikam formalnego angażowania się w organizację konwentów. Za dużo organizuję zawodowo, żeby mnie to jakoś pociągało. Ale w kilku miejscach mam pozycję „libero” i jak się pojawia zadanie specjalne przy takim czy innym evencie, to nie stronię od załatwienia tematu.
Co uważasz za swoje największe fandomowe osiągnięcie?
Fizycznie największe? 😉
1,5 tonowe alkochemickie kopuły, z których robimy obozy.
No i 7-metrowy trebusz do strzelania arbuzami na 200m.
A serio to chyba tę tradycję prelekcji, która spowodowała, że kilka konwentów ściąga mnie jako gościa.

Jak się robi siedmiometrowy trebusz i pójtorejtonową kopułę?
Najpierw się je projektuje. Potem się ściąga znajomków i tworzy linię produkcyjną, potem są testy. Chwilę później robimy pokrycie, które też pasuje od pierwszego strzału. Z odpadków produkcyjnych (na postapo nic się nie marnuje) zrobiliśmy żygotron czyli przyrząd do toczenia delikwentów w 20-ścianie foremnym przypiętych do fotela zawieszonego na gumach do bungee.

Trebusz w sumie podobnie, z tym że najpierw była analiza teoretyczna na podstawie literatury, potem projekt, a potem z ZKF AdAstra na takim klubowym dorocznym mini-konwencie Hobbiton (piwo i domki nad jeziorem) zaangażował ludków w budowę Grzmisławy (film trochę długawy, w drugiej części jest strzelanie).
A poza fandomem – kim jesteś?
Jestem trenerem i konsultantem biznesowym. Zarządzanie projektami, AI, zmiany klimatu. Od blisko 20 lat na swojej działalności pracuję z dziesiątkami firm. Lubię to co robię.
Czy te dwie sfery się jakoś przenikają?
Oj tak. Np. 8 lat temu w ramach prelekcji konwentowych zgłosiłem kwestie zmian klimatycznych – trochę się o tym wtedy mówiło (zaczynało w Polsce), ale pomyślałem, że nie wiem jak to tak naprawdę działa, a chętnie bym się dowiedział. Gdy przygotowywałem o tym prelekcję to zdałem sobie sprawę w jak głębokim dołku cywilizacyjnie tkwimy (i kopiemy go dalej). Z konwentów przeniosłem tę wiedzę na wystąpienia w firmach i na profesjonalnych konferencjach. A teraz kwestie śladu węglowego i dekarbonizacji stanowią większą część tego, czym się zajmuję zawodowo. A zaczęło się na konwentach…
Teraz podobną ścieżkę przechodzę w obszarze AI.

Jaką cechę Twojego fandomu uważasz za najcenniejszą?
Ludzi – to, że się po prostu lubimy. Bardzo różne osobowości i ścieżki życiowe. Ale jestem w Krakowie, Bydogoszczy czy Szczecinie i zawsze mogę zadzwonić (ba! chcę zadzwonić), umówić się na piwo czy na aktywne spędzenie czasu razem. Albo na kolejny wspólny szalony projekt 😊